Akceptacja czy awantura?

Najpierw chyba były awantury wokół świata, a akceptacja przyszła z czasem. Trzeba wiedzieć kiedy należy użyć jednego z tych dwóch środków. Ostatnio zaczynam się tego uczyć. Zaakceptowałam siebie i to, co się dzieje wokół mnie. Wydaje mi się, że wiem o co mi chodzi w życiu. Akceptacja zewnętrzna, czyli to, jak mnie odbierają ludzie, jest również bardzo potrzebna. Dzięki niej można się dowartościować i nabrać pewności siebie. Gdyby ludzie nie akceptowali ani mnie, ani mojej muzyki, to pewnie czułabym się sfrustrowana.

Brokat czy brylant?

Stanowczo brylant! Nigdy nie używałam brokatu. Lubię srebrną biżuterię, ale nie obwieszam się nią. Przywiązuję się do tego co noszę. Ten czarny sygnecik towarzyszy mi już od 90-tego roku. Właściwie go nie zdejmuję.

Codzienność szara czy codzienność różowa?

Przeżywam głównie codzienność różową, czyli koncerty, muzykę. Żyję wtedy w świecie, który dla mnie jest realny – ale osobom które w nim nie uczestniczą, może wydawać się zupełnie nierealny. Znam to uczucie: kiedyś, gdy miałam jedenaście lat, sądziłam, że świat muzyków to bajka, a sami muzycy jawili się jako bogowie czy boginie. Teraz sama doświadczam tej różowej codzienności, ale cieszę się, kiedy nadchodzi codzienność szara, bo jest dla mnie momentem odreagowania.

Dziecko czy "Dziecko"?

Nie umiem dokonać takiego wyboru. Muszę ze sobą jakoś pogodzić muzykę i macierzyństwo. Oczywiście, nie zawsze jest to możliwe. Aby zrobić coś dobrze, np. nagrać dobrą płytę, trzeba się temu całkowicie poświęcić

Emocje pozytywne czy negatywne?

Wszystkie rodzaje emocji są potrzebne do rozwoju. Emocje negatywne są czasem o wiele bardziej kreatywne i mają moc oczyszczającą.

Fakt czy fikcja?

Wciąż mi się to miesza i wciąż nie potrafię oddzielić rzeczywistości od fikcji. Zresztą mam wrażenie, że poruszam się na krawędzi tych wszystkich spraw, o które pytacie.

Gitara akustyczna czy basowa?

Wszystko zaczęło się od gitary akustycznej. Teraz gram już na elektrycznej, ale zawsze bardzo mnie kręciło granie na basie, a co więcej bardzo mnie kręcili basiści. Niektórzy z nich tak się seksownie ruszają (grając na basie)…

Handel zagraniczny czy Holloee Poloy?

Wybrałam Holloee Poloy. Nigdy nie żałowałam tego wyboru. Dziś już wiadomo, że konsekwencją tej decyzji była kariera muzyczna, ale studia to jest nadal nie zamknięty rozdział. Być może w przyszłości, jeśli będę zmuszona na siebie zarobić, wrócę do tego. Niektórzy uważają, że mam zmysł do biznesu, ale mnie wdaje się, że czasami bardzo dużo tracę w sprawach finansowych, bo nie potrafię ukryć swoich emocji. Biznesmeni oraz politycy to takie zimne ryby. Uśmiechają się, wbijając sztylet w plecy. Ja nigdy taka nie byłam. Jestem bardzo szczera i otwarta, a takie cechy w biznesie przeszkadzają.

Idolem być czy idola mieć?

Ani to, ani to. Moim idolem najpierw była Anni Frid Lyngstad z Abby. Potem jej miejsce zajęły Joni Mitchell, Janis Joplin, Kate Bush i wiele innych. Ja sama nie chciałabym o sobie mówić, że jestem idolką, gdyż słowo “idol” kojarzy mi się przemijającym. Dziś jest, jutro go nie ma. Dlatego siebie wolałabym tak nie nazywać.

Jenny czy Janis Joplin?

Ja sama jestem chyba taką “Jenny”… Na moją psychikę większy wpływ miała Joni Mitchel niż Janis Joplin, ale przeżyłam też moment fascynacji Janis Joplin, właściwie bardziej jej energią niż nią samą. Nagrałam kiedyś jej piosenkę i chyba dlatego ludzie mnie z nią kojarzą.

Kasa czy kariera?

Najlepiej gdyby kasa i kariera szły ze sobą w parze. Wiadomo, że popularność, w znaczeniu komercyjnym, wiąże się z pieniędzmi. Nigdy nie myślałam intensywnie o pieniądzach i mam wrażenie, że dlatego do mnie przyszły. Zresztą nadal staram się o nich nie myśleć w sposób zachłanny. Wciąż nie zgadzam się na robienie reklamówek, na których mogłabym już w tym momencie zarobić dziesiątki miliardów, ale kłóciłoby się to z moim myśleniem o samej sobie. Ostatnio też miałam ciekawą propozycję i pomyślałam: O.K., zgodzę się wreszcie. Postawiłam bardzo mocną, zaporową cenę. Jeżeli Bóg będzie chciał bym wzięła w tym udział, to oni przyjmą te warunki, a jeżeli ich nie przyjmą, to znaczy, że nie było mi to pisane. Takie nastawienie pozwala mi wysoko się cenić.

Lustro czy lodówka?

Raczej lustro… Chciałabym dobrze wyglądać. To dla mnie ważne. Oczywiście, bywają takie momenty, kiedy lodówka jest ważniejsza. Pobłażam sobie wtedy przez moment, a potem znowu się za siebie biorę. Nie chcę ograniczać się w chory sposób. Ostatnio prowadziłam dość niezrównoważony tryb życia. Spałam w dzień, pracowałam w nocy i rozstroiłam sobie organizm, ale wracam powoli do normy.

Miłość czy muzyka?

To jedno i to samo.

Nuda czy nerwy?

Czasami warto się ponudzić, ale wolę nerwy.

Ona czy on? (kto jest ważniejszy w związku)

Wydaje mi się, że miłość to jest polityka i trzeba ją rozgrywać w inteligentny sposób. Jeżeli ktoś wymaga ode mnie wielkich poświęceń w miłości, to już samo jego wymaganie jest dla mnie śmieszne. Jeżeli chce się coś uzyskać w miłości, to nie można nikogo stawiać pod ścianą. Powoli uczę się tego, że im więcej się wymaga, tym więcej się traci.

Przyjaciele czy pamiętnik?

Pamiętnikiem jest moja płyta, a przyjaciele kreują ten pamiętnik w jakiś sposób. Zrozumiałam, że przyjaciół ma się niewielu, i że należy o nich dbać. Kiedyś pisałam jakiś pamiętnik, dopóki nie dostał się w ręce mamy.

Rockowe życie czy rockowa muzyka?

To jedno i to samo. Słowo „rockowe” możemy wykreślić. Nie uważam, że moje życie jest rockowe w znaczeniu nadmiernego luzu i nadużywania różnych środków. Staram się żyć własną naturalną energią. Szukam harmonii w życiu. Wszelkiego rodzaju używki wytrącają mnie z tej harmonii.

Scena czy studio?

Niewątpliwie scena! Ostatnio świetnie pracowało mi się w studiu, ale zdecydowanie lepiej czuję się na scenie. Na koncertach bardzo często improwizuję. Czasem jest to jedna wielka improwizacja. Muzycy patrzą wtedy na mnie zaskoczeni, ale graja!

Teksty angielskie czy polskie?

Głównie polskie, chociaż ostatnio wróciłam do pisania w języku angielskim ze względu na pewne moje plany. Nie mam większych problemów z wyrażaniem swoich myśli w tym języku. Podobno te teksty są niezłe, podobają się ludziom z Zachodu.

Umysł czy uroda?

I to, i to! Wygląd zewnętrzny jest ważny. Lepiej być zadbanym, by przyciągnąć uwagę. To pomaga w życiu. Ludziom zadbanym i ładnym żyje się łatwiej. Nigdy nie byłam osobą o porażającej i zabijającej urodzie. Być może dlatego moja zewnętrzność współpracuje z wewnętrznością. Ważna jest nie tylko pusta uroda, lecz to, co sobie wypracujesz na twarzy.

Wodospad czy wanna?

Uwielbiam patrzeć i tulić się do wody, która opada z kurków do wanny. Sama wanna też jest zresztą interesująca, bo mam wannę z masażem. „Wodospady” to tytuł płyty. Pochodzi z piosenki „Wodospady łez”. Ten tekst jest dla mnie ważny. W tytule zostały jednak same „Wodospady”, gdyż nie chciałam, żeby kojarzyły się one tylko ze łzami. Wodospady to emocje, energia, nawałnica, a potem oczyszczenie i spokój. Tak jest w pierwszej piosence na płycie pod tytułem „Między nami deszcz”. Oczekiwanie na deszcz to oczekiwanie na oczyszczenie. Po deszczu przychodzi spokój i zrozumienie. Ktoś mi powiedział, że się poruszam w obszarze pewnej symboliki i chyba tak jest…

Znaki zodiaku czy znaki na ziemi?

Znaki na ziemi trzeba umieć odczytywać. Pomaga mi w tym intuicja. Czasem potrafię wyczuć to co ma nadejść. Znaki zodiaku to moja wiedza, którą wyciągam ze znajomości horoskopu. Do końca nie kieruję się astrologią, ale pomaga mi ona zgłębiać innych ludzi. Warto znać się na znakach zodiaku. Czasami jest o czym rozmawiać…