Śpiewa, że „miłość jak ogień jest”. Swój piąty album nazwała „Wodospady”. Ogień i woda… Ona sama jest i jednym, i drugim. Szalona. Pełna wiary w siebie. I targana sprzecznymi emocjami. Ostatnia płyta odzwierciedla najintymniejsze przeżycia Edyty. Dlatego jest tak piękna. Dlatego wywołuje radość i drżenie serca, uśmiech i łzy…

 

Podobno teksty do wszystkich piosenek z płyty „Dziecko” wymyśliłaś w samochodzie. A jak było teraz?

Większość tekstów powstała w studiu, gdzie przez ostatnie pół roku spędzałam najwięcej czasu.

Jakie emocje towarzyszyły pracy nad „Wodospadami”? Czego było więcej – śmiechu czy smutku?

Moje piosenki są niezwykle intymne. Ostatnio rozstałam się z mężem więc wszystkie moje uczucia do mężczyzny uzewnętrzniam przez muzykę. Przypuszczam, że gdybym nie przeżyła rozstania, nie napisałabym takich piosenek. Jestem osobą ciągle poszukującą miłości. Podczas pracy nad płytą towarzyszyły mi wodospady emocji – skrajne stany uczuciowe; od wybuchu radości po głęboki smutek.

Singiel „Miłość jak ogień” nagrałaś też w wersji angielskiej i podobno rozpoczynasz światową promocję płyty. W 1992 roku, na początku swojej kariery, próbowałaś już sił za granicą…

Nie chcę rozmawiać o angielskich planach. Wtedy dużo o nich mówiłam. Bardzo mi zależało na ich zrealizowaniu, ale cóż, nie wyszło. Nie mogę nikogo za to winić, po prostu los tak chciał. Teraz znowu zaczynam o tym myśleć. Nad realizacją „Wodospadów” czuwał Rafe McKenna z Wielkiej Brytanii, który pracował nad ostatnią płytą Tanity Tikaram.

Powiedziałaś: „los tak chciał”. Czy oznacza to, że wierzysz w przeznaczenie?

Mam dużo wiary w siebie i uważam, że potrafię sama kierować swoim życiem. Wydaje mi się, że wtedy nie wyszło, bo nie byłam do tego przygotowana. Teraz coś osiągnęłam tutaj, w Polsce, i to właśnie jest dla mnie najważniejsze.

A był taki okres, że śpiewałaś tylko po angielsku…

Patrząc na to z perspektywy czasu wiem, że to był błąd. Ale musiałam przez to wszystko przejść żeby zrozumieć.

A propos czasu: twój synek rośnie jak na drożdżach. Czy patrząc na niego czujesz się coraz starsza?

Na razie nie. Czuję natomiast, że rozwijam się muzycznie, że idę dobrą drogą, właściwą drogą. Wierzę, że kiedy człowiek robi to, co lubi, jego twarz jest i zawsze pozostanie pogodna. Bez względu na wiek. Pozytywne myślenie przynosi efekty.

Żyjesz dniem dzisiejszym, czy raczej starasz się planować swoją przyszłość?

Kiedy pracuję, to planuję każdą chwilę, choć zawsze ciekawi mnie, co przyniesie nowy dzień. Lubię czasem zmieniać plany i postępować spontanicznie, bo według mnie jest to pewna ochrona przed zesztywnieniem.

Jesteś znana z szalonych pomysłów…

Po prostu wierzę w rzeczy, w które może inni nie wierzą. Ludzie często zakładają, że coś im nie wyjdzie i dlatego nawet nie próbują realizować swoich marzeń. Tymczasem odrobina szaleństwa pomaga pokonać nawet największe przeszkody.

A ty je pokonujesz?

Najważniejsze, że to co robię daje mi zadowolenie. I poczucie spełnienia. Wybrałam muzykę, bo najlepiej mi to wychodzi. Są oczywiście rozmaite trudności, chwile załamania, ale naprawdę jestem w jakimś sensie szczęśliwa.

Co w pracy ma dla ciebie największe znaczenie?

Kontakt z publicznością. On jest zdecydowanie najważniejszy. Akceptacja moich fanów daje mi energię życiową.