Audycja „Pół perfekcyjnej płyty”, z Edytą telefonicznie rozmawia Mariusz Owczarek.

 

Ja bardzo przepraszam, że nie mogę być na żywo w studio, jestem na żywo w swoim studio, w sensie Studio Buffo.

Zapracowana

Przepraszam bardzo, jesteśmy dead line i musimy zrobić numer do filmu i siedzimy i zgrywamy po prostu.

To przy okazji Cię spytam o jaki film chodzi, w ogóle powiedz coś.

To jest film Mariusza Trelińskiego „Egoiści". Bardzo ciekawy, no taki mroczy, myślę, że może być na prawdę interesujący. Ja robię tutaj piosenkę, która będzie też na soundtracku. W ogóle na soundtracku będzie interesująca muzyka, bo będzie i Agressiva i Pati Yang, i muzyka ilustracyjna do tego filmu. Mój numer będzie takim singlem, który będzie pewnie gdzieś tam chodził w radio na początek, ale film jest ciekawy i myślę, że warto go obejrzeć.

No to świetnie.

Także siedzimy i pracujemy Mariusz. Nie mam w ogóle wytchnienia.

A mówiłaś, ze urlop niedługo...

No urlop, jaki ja miałam urlop. Wyjechałam na 10 dni, z moim dzieckiem i wzięłam jeszcze dziecko mojej koleżanki...

No to gratuluje serdecznie

... do towarzystwa i musiałam wysłuchiwać ich kłótni, więc wspaniały w ogóle urlop.

No dobrze, no to teraz wróćmy już do sedna sprawy. Słuchaj rozpoczęliśmy od „Good Bye to the Roman Candles”, od tej wersji zmiksowanej w Londynie [Z płyty „Marek Niedźwiecki — Moja lista marzeń” - A.L.]

Tak, bardzo lubię tą piosenkę.

Powiedz, pewnie cię już pytano wiele razy, czy nie żal Ci tego, że wtedy w tym '92...

nie wypaliło?

...skończyło się tylko na kontrakcie?

Słuchaj, to była bardzo skomplikowana historia. Wiesz tak pewnie nie ma czasu, by tak na antenie o tym mówić, ale ta płyta bardzo zainteresowała ludzi z Londynu i właśnie pojechałam i robiłam bardzo dużo nagrań, które właściwie nigdy nie ujrzały światła dziennego. Steve Duberry, z którym pracowałam, natychmiast potem pracował z Tiną Turner. Ostatnio oglądałam film o Tinie, ten fabularny, i bardzo mi było miło zobaczyć jego nazwisko na końcu, bo on robił numer „I don't wana fight no more", to jest jego numer i ja go poznałam tuż przed wyjazdem do Stanów. No skomplikowana sytuacja, po prostu człowiek, który się mną zajmował miał żonę chorą na raka, musiał się tym wszystkim zająć. Jakby to nie był chyba „ten moment". Wiesz jak to jest „right time, right place" i właściwie ja też nie byłam przekonana za bardzo i przygotowana do tego, żeby coś robić. Drugi raz mi się to powtórzyło przy „Jenny", i przy płycie „Dziecko", gdzie to wzbudziło ogromne zainteresowanie w Nowym Orleanie, i też miała być płyta, ja nawet nagrałam płytę cała płytę po angielsku, no i przyszedł Universal, zabrał PolyGram, i znowu się pozmieniało wszystko. Zmieniła się cała sytuacja. Więc może „do trzech razy sztuka", może jeszcze kiedyś się uda.

Oby. Z całego serca Ci życzę.

Ale to nie jest, w tym momencie, dla mnie takie ważne.

No właśnie, słuchaj to było tak, że zamiast tej płyty wydanej na Zachodzie, dostaliśmy od Ciebie album „Love”. Piękny, balladowy, nastrojowy, cały po angielsku...

Słuchaj, ja w ogóle muszę się pochwalić. Czy w ogóle wiesz, Mariusz, że tej płyty się sprzedało ponad 60 tysięcy? Ja się niedawno tego dowiedziałam, ja myślałam, ze się tam sprzedało jakieś 10.

Mówisz o „Love"? No widzisz?

To jest złota płyta, bardzo miło. Także tak, skończyło się na wydaniu tego tutaj. Myślę, że płyta miała swoich zwolenników i przeciwników. Do tej pory są ludzie, którzy uważają, że lubią mnie tylko z tej płyty, a niektórzy uważają, że dla nich się zaczynam od płyty „Sen". Więc to jest kwestia gustów. Ja bardzo lubię tę płytę. Właśnie pracuję teraz w studio z Rafałem Paczkowskim, nad piosenką do filmu i wspominamy tez czasy z „Love", bo On był producentem tej płyty. Także, jakby zatoczyłam koło i wróciłam do Rafała.

Słuchaj, to ja Ci powiem, ze ja jestem i w tej pierwszej i w tej drugiej grupie. A dlaczego właśnie zdecydowałaś, że płyta „Love” - to był materiał, który miał dokładnie wyjść na Zachodzie?

Nie, on miał być ewentualnie produkowany jeszcze raz, ale piosenki się bardzo podobały, podobały się teksty. Czyli piosenki są właściwie te same, wiesz „Good Bye to the Roman Candles", „Have to Carry On" - wiesz to były single. Ja myślę, że w tym momencie, dla słuchaczy Trójki, mogą być to piosenki w ogóle nie znane, wiesz inne numeru są teraz grane i mogą tego nie pamiętać.

No dobrze, ale dzisiaj najważniejsza jest dla nas płyta „Sen”. Powiedz króciutko jak powstawała płyta i gdzie ją nagrywaliście.

Czyste wariactwo, czyste wariactwo. Powstała w 20 dni, gdzie nikt się nie zastanawiał nad soundem, nad graniem. Po prostu graliśmy to z głowy wszystko, w składzie: Krzysiek Poliński na bębnach, Radek Zagajewski na basie, Michał Grymuza na gitarze (zresztą z Michałem się widziałam teraz przy nagrywaniu tej piosenki do filmu, wspominaliśmy też czasy „Snu" i klął mnie na maxa, ba ja byłam jędzą, ale nadal się bardzo lubimy, i uważam, ze jego wkład w płytę jest olbrzymi, jego riff, takie grungowe, super), Krzysiek Palczewski na klawiszach, muszę powiedzieć o Bogdanie Wawrzynowiczu, który bardzo pomagał mi przy układaniu gitar i basów. Oczywiście Leszek Kamiński to robił. Robiliśmy to bardzo szorstko, bardzo szybko, w studiu S-3, a „Sen" zgrywaliśmy w S-4, czyli ulica Woronicza. I w ogóle zaskoczenie totalne z odbiorem.

Potem 200 tysięcy sprzedanych płyt.

Tak, 300. To jest niesamowite, że kiedyś były inne dane niż są teraz. Teraz płyty, jakoś tak się polska muzyka, generalnie to w ogóle podupadło, ale myślę, z czasem ludzie się znowu zainteresują polska muzyką.

Od płyty „Sen” zaczęła się Twoja ogromna popularność, a powiedz jakie to uczycie...

Mariusz, czy ja mogę coś zrobić?

Oczywiście.

Czy ja mogę Wam dać namiastkę. Rafał, daj głośniej. Puszczam Wam kawałek nowego numeru, kochani.

[Nowa piosenka Edyty Bartosiewicz na antenie Programu Trzeciego.]

Jesteście pierwsi, wyjątkowi w ogóle.
Słuchaj Mariusz, ja myślę, że „Sen” to płyta totalnie mistyczna, to w ogóle było niezaplanowane wszystko, nieobliczone i nagle spłynęło. Takie rzeczy się zdarzają, wiele takich rzeczy się zdarzyło np. Hej też nie planował płyty, a zobacz co się stało, nikt tego nie obliczał, nikt tego nie planował, nie robił „marketing research"...

Myślę, ze wtedy było inaczej...

W ogóle wtedy było fajnie :-) Teraz zrobiło się, nie wiem czy to media mają taki wpływ na nas wszystkich, że wszystko się stało takie jakby troszeczkę jakoś sztuczne. Brakuje mi wykonawców, nowych, którzy mają swoją osobowość, którzy jakoś przykuliby mnie do siebie, ale to nie tylko w muzyce polskiej, ale na zewnątrz też tak jest. Właściwie obraca się wciąż wśród tych starych wykonawców, którzy coś nowego proponują.

No powiem Ci, że to optymistycznie nie zabrzmiało.

Ale nie, ja wierze, mam piosenkę „choć zapomniał o nas świat, nie tracimy nadziei" [fragment tej nowej piosenki -A.L.]. Także jest do przodu.

Jednym słowem cała Ty...

Nie, musi być dobrze, jeśli człowiek robi coś dobrego, ludzie są spragnieni dobrej muzyki, tylko im się serwuje papkę. Jest coś takiego, jest fajny trend, jest fajna Britney Spears, ja nie mówię nic, ona fajnie śpiewa, ale na przykład w Polsce pojawiło się teraz kilka dziewczyn, które są na to stylizowane, ale po co, one fajnie śpiewają, może mogłyby może zaistnieć jako one same. o co je władać w takie ramy. To się nie sprawdza, bo ludzie tego nie czyją.

Tym optymistycznym akcentem wróćmy do roku 1994. Zagramy pierwszą połówkę.

Super! W ogóle chciałam powiedzieć, że bardzo się cieszę, że moja płyta znalazła się w waszym programie, bo jest to dla mnie kultowy program i cała przyjemność jest po mojej stronie.

No to słuchamy:
„Zabij swój strach"
„Urodziny"
„Żart w zoo”
„Tatuaż”
„Sen"
„Walczyk"

O walczyk to jest niezły numer.

To może Ty coś powiesz.

To jest w ogóle totalny riff na basie i gitarowy, i ma niezwykły tekst - troszeczkę się bałam tego tekstu

To teraz słówko dla słuchaczy Trójki.

Teraz będziecie słuchać czegoś, co powstało bardzo, bardzo dawno temu, ja jakby nie uważam tego do końca za perfekcyjną rzecz, ale ma sporo emocji i było z ręki nagrywane, bez żadnego zastanawiania się. Teksty także przychodziły w ciągu sekundy, co teraz już się nie zdarza. Także fajnie jest wrócić na moment do '94 roku. Życzę miłego odbioru muzyki.

Całuję, pa.