| Chciałam zostać zakonnicą
Z Twojej piosenki pt.: ”Koziorożec” wynika, że jesteś zodiakalnym Koziorożcem. To prawda. Kiedyś przywiązywałam duże znaczenie do astrologii, chiromancji i numerologii. Wierzyłam w horoskopy, ale nie gazetowe, tylko te sporządzane indywidualnie przez astrologa.. Ta wiedza przydawała mi się w życiu. Teraz bardziej wierzę intuicji. Twoja najnowsza płyta nosi tytuł „Dziecko”. Dlaczego? Szukałam jakiegoś słowa - klucza, słowa magicznego, które odnosiłoby się do tego, co jest na tej płycie ( a jest ona bardzo osobista). I wtedy przyszło mi do głowy, że będzie się nazywać tak, jak jedna z moich piosenek - Dziecko. Myślę, że dzieciństwo to najważniejszy okres w życiu każdego człowieka. To są nasze korzenie. Tam się wszystko zaczyna. Motyw dzieciństwa, czy chęć powrotu do niego, przewija się w kilku piosenkach. A jakie było Twoje dzieciństwo? Mam różne wspomnienia - i dobre, i złe. Chyba nie byłam do końca szczęśliwa w moim świecie. Być może z powodu nadwrażliwości - z jednej strony, a dużych ambicji - z drugiej. Miałam kłopoty z samoakceptacja. Pamiętam, że wszystko ogromnie mocno przeżywałam, byłam dzieckiem dosyć płaczliwym. Z sentymentem wspominam moje podwórko na warszawskiej Woli. Było cudowne, ale moim utrapieniem był kolega, Heniek Płatek, który czasami mi dokuczał. Ciągnął za włosy, popychał, nawet potrafił uderzyć. Może w ten sposób chciał mi okazać zainteresowanie? Mój ojciec, gdy mu się kolejny raz poskarżyłam na Heńka powiedział: Zrób coś z tym sama. No więc, zaszłam Heńka od tyłu i kopnęłam go prosto w ścięgno Achillesa. O dziwo mój dręczyciel już nigdy więcej mnie nie uderzył. Pamiętam też, że na tym moim podwórku czułam się dosyć samotna, bo nie było tam dzieciaków w moim wieku. Nie miałam też, choć bardzo o tym marzyłam - rodzeństwa. Mieszkaliśmy z rodzicami w kawalerce. Dopiero w wieku 11 lat, po przeprowadzce, dostałam swój pokój. Kim chciałaś zostać, kiedy miałaś 10 lat? Nauczycielką. Uwielbiałam bawić się w szkołę. Sadzałam dookoła siebie lalki, miśki i uczyłam je. Czasem ubierałam się na czarno, brałam katechizm i uczyłam moje lalki religii. Z tego wynika, że chyba chciałam zostać zakonnicą. To mnie wtedy strasznie kręciło. Ulubione lektury z dzieciństwa? Dzieci z Bulerbyn, Mary Poppins, Kubuś Puchatek, Niewiarygodne Przygody Marka Piegusa. Czy pamiętasz swoją pierwszą miłość? To był Piotrek z przedszkola, niższy ode mnie, ale bardzo sympatyczny. Potem była miłość druga, trzecia itd., bo byłam bardzo kochliwą osobą. Nie mogłam narzekać na brak powodzenia. Pamiętam łzy w oczach, gdy żegnałam się po wakacjach z chłopcem poznanym na Helu. Potem w 7. Klasie był kolejny Piotrek. Ale taka pierwsza, prawdziwa miłość przyszła dopiero w liceum. Trwała 3 lata i skończyła się dramatycznie tuż przed maturą. Wtedy zawalił mi się świat. To cud, że jakoś się zmobilizowałam i zdałam nie tylko maturę, ale także egzaminy na Handel Zagraniczny. Twoje ulubione zabawy z dzieciństwa? Zakładałam różne organizacje, np.”Dobrych Uczynków’. Koleżanki opowiadały mi, co dobrego zrobiły, np. że przeprowadziły babcię przez ulicę, a ja im to wpisywałam do zrobionych przez siebie legitymacji. Gdy tych uczynków zebrało się ileś tam - kupowałam im w nagrodę prezenty albo wynosiłam coś z domu, choć czasem podejrzewałam, że one zmyślają te dobre uczynki. Lubiłam też pisać książki - najczęściej były to powieści kryminalne, które potem sprzedawałam. Egzemplarz za złotówkę. Teraz są na wagę złota. Jaką byłaś uczennicą? Bardzo długo – wzorową. Miałam piątki i czwórki, świadectwa z paskiem, zaliczone olimpiady. Byłam bardzo ambitna, ale do pewnego czasu. Czy uprawiałaś jakiś sport? Chciałam trenować gimnastykę artystyczną, ale w klubie, do którego trafiłam, były wolne miejsca tylko w sekcji łyżwiarstwa szybkiego. Ślizgałam się przez półtora roku. Potem przeniosłam się na siatkówkę. Treningi zajmowały mi mnóstwo czasu. A jak było w liceum? Jako ambitna osoba wybrałam szkołę z wykładowym angielskim, w dodatku klasę matematyczno - fizyczną, choć matematyka zawsze mnie stresowała. To było słynne L.O. im. M. Kopernika. Miałam cudowną wychowawczynię, p. Krystynę Humięcką. Nie wiem co bym bez niej zrobiła. Rozumiała mnie i pomagała w trudnych chwilach. W liceum zaczęły się problemy – ja, dotychczas wzorowa uczennica, na pierwszy semestr miałam dwóję z matmy i trzy na szynach z historii. Inna sprawa, że miałam pięć razy w tygodniu trening z siatkówki, a po powrocie ze szkoły najczęściej rzucałam torbę w kąt i słuchałam ulubionej muzyki. Jakiej? W podstawówce głównie ABBY. Byłam zafascynowana tym zespołem. Znałam ich cały repertuar. Poza tym słuchałam Beatlesów, Boba Dylana, Cat Stevensa, Joni Mitchel. No, i oczywiście grałam na gitarze, którą kupił mi tata, gdy skończyłam 10 lat. A jak się zaczęło Twoje śpiewanie? Dużo później. Moi rodzice byli muzykalni (mama moim zdaniem zaprzepaściła duży talent – ma świetny głos), ale chcieli żebym zdobyła jakiś konkretny zawód, np. bussines woman. Więc kiedy sobie wtedy grałam na gitarze i śpiewałam, nawet do głowy mi nie przychodziło, że kiedyś będę to robiła zawodowo. W moim liceum był zespół „Zakaz wjazdu”, ale jakoś nikt nie zaproponował mi współpracy. Grać zaczęłam dopiero na studiach. Poznałam wtedy Tomka – basistę – i zaczęły się próby w Mińsku Mazowieckim. Gdy nagraliśmy z chłopakami kilka piosenek, pokazałam je Walterowi Chełstowskiemu. Nagrania się podobały, a ja nie za bardzo. Były zastrzeżenia do mojego wyglądu – że się niedobrze ubierałam, że się garbię itp. Ale tak naprawdę to wszystko zaczęło się, gdy zrobiłam sobie urlop dziekański, przerwałam studia i pojechałam do Londynu. Tam poznałam świetnych ludzi, z którymi grałam na słynnej ulicy Porto Bello Road. Wtedy zrozumiałam, że ekonomia mnie nie obchodzi, że moim przeznaczeniem jest muzyka. Co jest Twoją największą zaletą? Siła wewnętrzna, pracowitość i chyba to, co dostałam od Boga, czyli talent. A wadą? Niecierpliwość - nie umiem czekać, łatwo się denerwuję. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? Zdrowie, miłość, a potem pieniądze. O czym marzysz? To takie marzenie jeszcze z czasów dzieciństwa. Chciałaby polecieć w kosmos, mieć jakiś pojazd, żeby się przemieszczać w kosmicznej przestrzeni. A gdybyś dostała wehikuł czasu? To chciałabym wrócić na moje podwórko, na ulicę Wolską. Obejrzeć dom, piaskownicę... może nawet spotkać Heńka Płatka. Jak długo można być dzieckiem? Całe życie! Rozmawiała: Magda Czapińska |